Znakowanie bieszczadzkich szlaków z Panem Frankiem

Wędrując po Bieszczadach korzystamy ze szlaków i ścieżek turystycznych, oznaczonych na mapach i w terenie, które wiodą połoninami, lasami, drogami. Kolorowe paski i kwadraty (a w przypadku szlaków konnych pomarańczowe kółka na białym tle) namalowane na drzewach, słupach, kamieniach pozwalają nam czuć się bezpiecznie, a tabliczki kierunkowe dodatkowo dają nam komfort dobrego rozłożenia sił, by ich nam nie brakło podczas wędrówki. W niektórych miejscach, zwłaszcza na węzłach szlaków, można  też spotkać schematyczne mapki które pozwalają się zorientować gdzie jesteśmy, nawet gdy nie mamy ze sobą turystycznej mapy. Zastanawialiście się kiedyś kto te wszystkie elementy znakowania projektuje i wykonuje?

Odpowiedź jest prosta. Znakarze szlaków turystycznych 🙂 Jest taka profesja, a uprawnienia znakarskie uzyskuje się kończąc kurs znakarski który organizuje Polskie Towarzystwo Turystyczno- Krajoznawcze. Ja oczywiście znakarzem nie jestem, ale z racji swoich obowiązków służbowych ze szlakami do czynienia mam, a ostatnio miałem nawet wiele wspólnego ze znakowaniem. .. Ale po kolei.

W roku 2009 zajmowałem się stworzeniem ścieżki przyrodniczo historycznej Ekomuzeum „W Krainie Bojków w Zatwarnicy”. Ścieżka prowadzi doliną potoku Hylatego (tam gdzie jest największy w Bieszczadach wodospad) na szczyt Dwernik Kamień,  funkcjonuje do dziś i jest jedną z trzech alternatyw na zdobycie tej jednej z moich ulubionych gór. Wtedy właśnie poznałem Pana Franciszka Adamczyka, wówczas jeszcze pracownika Bieszczadzkiego Parku Narodowego, zajmującego się po godzinach znakowaniem szlaków. Pan Franciszek, dziś już na zasłużonej emeryturze, to człowiek legenda. Goprowiec, przewodnik, fotograf amator, pasjonat Bieszczadów, ich historii i topografii  no i przede wszystkim znakarz górskich szlaków turystycznych.  O ile mnie pamięć nie myli profesją znakarską zajmuje się w Bieszczadach od lat 70 tych. Nie kto inny jak on wyznakował na przestrzeni minionych dziesięcioleci większość szlaków i ścieżek po których wędrujemy zwiedzając Bieszczady. Wyznakował, a potem je konserwował, poprawiał i naprawiał. I do tej pory to robi. Zawsze w spodniach moro, przewodnickiej koszulce i kraciastej flanelowej  koszuli, z plecakiem pełnym najrozmaitszych skarbów z którym nigdy się nie rozstawał wychodząc w góry. Stara dobra przewodnicka szkoła. Przy Ośrodku Informacyjno – Edukacyjnym  BdPN w Lutowiskach mieściła się jego baza, gdzie wszystko planował, projektował i tworzył. Pan Franciszek nigdy nie chodził na skróty i  wszystkie drewniane turystyczne drogowskazy, mapki schematyczne i inne elementy  wykonywał samodzielnie, zgodnie ze sztuką.

Dokonując odbioru wspomnianej ścieżki w Zatwarnicy miałem okazję pierwszy raz iść z nim w góry, by zobaczyć, jaki jest finalny efekt prac. To wtedy pierwszy raz liznąłem znakarskiego rzemiosła, bo na dzień dobry dostałem pod pachę tablicę, którą trzeba było zamontować na szczycie. Taka ok. 40 x 80 cm, strasznie nieporęczną, którą taszczyłem przez dwie i pół godziny… Do tego podstawowy atrybut znakarza czyli drewniany koszyk w kształcie łubianki na truskawki, podzielony na kwaterki. W koszyku 3 słoiki z farbą (białą, kolorem szlaku i szarą), rozpuszczalnik,  kilka pędzli  o różnej grubości, szablony i szmatki. Pan Franek dźwigał inną tablicę oraz resztę sprzętu czyli siekierę, ośnik (do korowania drzew), szczotki druciane do czyszczenia drzew, młotek, gwoździe i nie pamiętam co jeszcze. Na szyi oczywiście aparat fotograficzny (do wykonywania dokumentacji powstałej infrastruktury i oznakowania – w razie gdyby trzeba było odtworzyć poszczególne elementy)  oraz plecak, a w nim kilka pętek kiełbasy na czas gdy zgłodniejemy. Była to przygoda, naprawdę! Oprócz trudów wyprawy w pamięci zostało z niej jeszcze mnóstwo informacji. To wtedy dowiedziałem się czym jest Instrukcja Znakarska, kiedy malujemy prostokąt a kiedy kwadrat, że znak od znaku powinien być (jeśli to możliwe) co 50 metrów i mnóstwo innych szczegółów którymi nie będę zanudzał. Łącznie z obaleniem mitu w który sam wierzyłem, że kolor szlaku oznacza jego trudność. Kto z nas się nie bał czarnych szlaków?? :D:D:D

Potem kilka razy odnawialiśmy ścieżkę Trzy Kultury wokół Lutowisk, ale to już była bułka z masłem bo właściwie po równym i prawie wszędzie dało się podjechać autem. Nie lada wyzwaniem była natomiast renowacja niebieskiego szlaku z Wołosatego na Tarnicę, którą wykonywaliśmy wraz z … Gruzinami w roku 2015.  Było to jedno z działań realizowanego wówczas projektu współpracy gminy Lutowiska z miastem Borżomi, a jego celem było zapoznanie Gruzinów z zasadami znakowania szlaków w Polsce na przykładzie Bieszczadów (Gruzini na tamten czas nie mieli ujednoliconego systemu znakowania tak jak jest to w Polsce i każdy gruziński park narodowy czy samorząd znakował po swojemu). Pan Franciszek występował wtedy w roli nestora i instruktora, wzbudzając u gości z Kaukazu podziw i ogromny szacunek.

Na przestrzeni już ponad 10 lat jak z Panem Frankiem współpracuję nie spotkałam ani nawet nie słyszałem o innym znakarzu w Bieszczadach. A to trochę kłopot, bo niemal każdej wiosny jest coś do poprawki. Nie dalej jak tydzień temu dzwonię do niego z prośbą o pomoc przy oznakowaniu fragmentu ścieżki prowadzącej z Dwernika Kamienia do Schroniska Koliba. W zeszłym roku zawalił się mostek prowadzący przez potok Nasiczniański  w Nasicznem i wobec braku możliwości bezpiecznej przeprawy w tym miejscu przebieg ścieżki musiał być zmieniony. Pan Franek telefon odebrał ale poinformował mnie że jest w rodzinnych stronach w Koszalinie. Dostałem jednak błogosławieństwo więc chcąc nie chcąc wziąłem się do roboty. Zaprojektowałem tabliczki i zleciłem do wykonania. Potem zamalowałem szarą farbą znaki ścieżki na skasowanym odcinku, wkopaliśmy z kolegą kilka słupów, zrobiłem kilka szablonów i jakoś tam pomalowałem 😛 Znając Pana Franka to jak wróci i się tak wybierze to mi się odstanie za brak precyzji w malowaniu kwadracików… Na szczęście to bardzo krótki odcinek 🙂

Jak spotkacie kiedyś Pana Franka na szlaku, ukłońcie mu się serdecznie. Za trud pracy i serca zostawiony na bieszczadzkich szlakach naprawdę mu się to należy! Na koniec kilka zdjęć z Przełęczy Nasiczniańskiej wykonanych podczas prac znakarskich.